O stronie

Kim jestem?

Z zawodu i pasji – iberystką, kulturoznawcą, także tłumaczką i redaktorką. Historia Hiszpanii, historia kontaktów Starego z Nowym Światem, historia i kultura Wyspy Wielkanocnej. Z natury zaś jestem wiecznie nienasyconą obserwatorką świata. Z powodu nieustannego głodu wiedzy ciągle burczy mi w brzuchu, przez co do dziś zachowałam typową dla pięciolatków (i detektywów) manierę pytania: „Dlaczego? Jak? Po co? Kto i kiedy?” Ponadto mam umiłowanie do włóczęgi (droga równie ważna jak cel…). Moim nieuleczalnym hobby jest rozglądanie się dookoła i wyszukiwanie smaczków wśród otaczającej mnie rzeczywistości. A choć jestem mieszczuchem, świętokrzyskie geny ciągną mnie do przyrody; szczególnie zaś ulubiłam sobie przyrodę pierzastą, a jeśli jeszcze w pobliżu jest woda…!

Od dawna zajmuję się też fotografią, obecnie zaś próbuję zwych sił w fotografii ornitologicznej. Nie jest to łatwe, gdyż nie bardzo pozwala mi na to zarówno czas (a raczej jego brak), jak i ograniczenia „hardware’owe”, czyli niezbyt sokoli wzrok. Przeszkody jednak są po to, by je pokonywać, nieprawdaż? Właśnie o tej dziedzinie mojego życia chciałbym tu nieco poopowiadać.

Skąd wziął się Niebieski Ptak?

Sama idea niebieskości wzięła się w tym konkretnym przypadku z modernizmu – był to symbol sztuki w swoistym „akcie strzelistym”, dekadenckiej, odrębnej, wyobcowanej, niezrozumianej, stworzonej samej dla siebie, a przede wszystkim szalonej. Spodobało mi się… Zwłaszcza dzięki Felixowi Rubén García Sarmiento, bardziej znanemu jako Rubén Darío – pisarzowi i poecie z Nikaragui, który napisał książkę pt. Azul (hiszp. „Niebieski”), w niej zaś zawarł opowiadanie „Pájaro Azul” – Niebieski Ptak. Jego bohaterem był właśnie typowy modernistyczny poeta, Garcín, który twierdził, że jego głowa jest klatką niebieskiego ptaka…

A Niebieski Ptak z mojego logo jest w oryginale pieczątkowym ekslibrisem, wykonanym – jako prezent urodzinowy od moich przyjaciół – przez Jaśka Topczewskiego (proszę o gromkie oklaski!). Po latach zaś ów wdzięczny motyw trafil także na moją banderę 🙂

Sprzęt

  • aparat Canon EOS 1200D
  • obiektyw Canon 18-135
  • obiekyw Canon 90-300
  • obiektyw Sigma 150-600
  • statyw Camrock EVO Tactic T160
  • lornetka Levenhuk Karma Pro 10×42

Wszystkie zdjęcia objęte są prawem autorskim.

 

PROJEKT: OGRÓDEK

Inspiracja przyszła od Bernda Heinricha, którego podziwiam i wielbię za bycie doskonałym obserwatorem przyrody i naturalistą z krwi i kości. Także po części od Davida Haskella – do jego książki Ukryte życie lasu właśnie coraz bardziej się przekonuję. Katalizatorem zaś okazał się pierwszy usłyszany pewnej jesieni krzyk mewy śmieszki, który późnego niedzielnego poranka pobudził niemrawe krążenie mojej krwi oraz energii.

Moją ambicją już od dawna było znaleźć się jeszcze bliżej przyrody: umieć obserwować ją, przeczuwać, przewidywać. Czytać z niej jak z najciekawszej księgi życia. Postanowiłam przymierzyć się zatem do bardziej regularnych obserwacji naszego ogródka i podwórka. Przyszło mi na myśl, że mogłabym uczynić z tego pomysłu poranny rytuał, który nie tylko mocniej związałby mnie z otaczającą przyrodą, ale pomógłby mi z przyjemnością, w krzepiący sposób wejść w nowy dzień.

Nie lubię poranków. Ze względu na moją konstrukcję psychofizyczną i rozmaite dolegliwości nie czuję się dobrze o wczesnych porach. Po ocknięciu się ze snu „start” mam nieraz długi, trudny i frustrujący. A jednocześnie wiem, że świt i ranek to piękny, magiczny czas przebudzenia. Długo zastanawiałam się, co mogłabym zrobić, żeby lepiej zaczynać dzień i szybciej osiągać taki poziom otuchy i wigoru, który pozwoliłby mi działać z upragnioną wydajnością. Może właśnie natura mi w tym dopomoże?

A oto sceneria, w której rozgrywać się będą moje obserwacje – rysunek bardzo odręczny i schematyczny; konia z rzędem temu, kto odczyta moje bazgroły!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podwórka od frontu domu, które jest małe i nieskomplikowane, już nie rysuję.

Obserwację będę umieszczać na blogu w odpowiedniej kategorii. Zapraszam do lektury – i życzę Wam oraz sobie miłej zabawy 🙂